MARKETIZE - Marketing stomatologiczny

PoradyWłaściciel gabinetu też potrzebuje regeneracji. Kiedy ciało mówi „zwolnij”

Właściciel gabinetu też potrzebuje regeneracji. Kiedy ciało mówi „zwolnij”

Właściciel gabinetu stomatologicznego potrafi bardzo długo funkcjonować na wysokich obrotach.

Mówi sobie: Jeszcze tylko dzisiaj odpiszę na wiadomości. Jeszcze tylko ten miesiąc. Jeszcze rekrutacja. Jeszcze jedna inwestycja. Jeszcze kilka problemów do rozwiązania. A potem odpocznę.

Tylko że ten spokojniejszy moment bardzo często nie przychodzi.

Gabinet cały czas potrzebuje decyzji, zespół potrzebuje odpowiedzi, pacjenci potrzebują uwagi, a właściciel przyzwyczaja się do życia w ciągłej gotowości.

Problem w tym, że głowa potrafi przez długi czas tłumaczyć sobie, dlaczego można jeszcze wytrzymać.

Ciało jest pod tym względem znacznie mniej ugodowe.

Zanim pojawi się kryzys, często pojawiają się sygnały

Przeciążenie nie zawsze zaczyna się od spektakularnego kryzysu. Czasem najpierw pojawia się poranne zmęczenie. Gorszy sen. Brak poczucia odpoczynku po weekendzie. Większa drażliwość. Mniejsza cierpliwość do zespołu. Trudność ze skupieniem się na jednej rzeczy.

Nagle kolejna wiadomość od pracownika zaczyna irytować bardziej niż powinna. Mały problem z grafikiem urasta do rangi katastrofy. Trudniej spokojnie podjąć decyzję.

Łatwo wtedy powiedzieć:

„Mam po prostu dużo stresu”.

Czasem jednak warto spojrzeć na to inaczej:

może tempo, które narzuciłem sobie i firmie, przestało być możliwe do utrzymania.

To ważne rozróżnienie, bo stresujący tydzień jest czymś innym niż funkcjonowanie przez wiele miesięcy w trybie ciągłego napięcia.

Sen nie jest nagrodą za dobrze wykonaną pracę

Właściciele firm często traktują sen jak coś, na co można sobie pozwolić dopiero wtedy, kiedy wszystkie ważne sprawy są już załatwione.

Tyle że w prowadzeniu gabinetu lista „ważnych spraw” praktycznie nigdy się nie kończy.

Jeżeli więc sen ma zaczynać się dopiero po zakończeniu wszystkich obowiązków, może się okazać, że nigdy nie będzie na niego odpowiedniego momentu.

A niewyspanie wpływa również na sposób prowadzenia firmy.

Kiedy jesteśmy zmęczeni, trudniej zachować cierpliwość, spokojnie analizować problemy i podejmować dobre decyzje. Małe problemy mogą wydawać się większe, a zwykłe napięcia z zespołem szybciej uruchamiają emocje.

Dlatego sen nie powinien być traktowany jako nagroda po pracy. Jest jednym z warunków tego, żeby dobrze wykonywać swoją pracę.

Nie chodzi o budowanie perfekcyjnej wieczornej rutyny. Czasem warto zacząć od podstaw: względnie stałych godzin snu, ograniczenia ekranów przed snem czy odkładania telefonu poza zasięg ręki.

Czy po zamknięciu gabinetu naprawdę kończysz pracę?

Gabinet jest zamknięty. Pacjenci wyszli. Zespół wrócił do domu. Ale właściciel nadal sprawdza wiadomości, odpowiada na pytania, analizuje liczby i układa w głowie następny dzień. Formalnie nie ma już pracy. Mentalnie trwa kolejny dyżur.

To jeden z powodów, dla których tak trudno naprawdę odpocząć. Telefon leżący obok łóżka nie jest wtedy tylko telefonem. Jest potencjalną wiadomością od pracownika, reklamacją pacjenta, problemem z grafikiem albo czymś, co „trzeba będzie jutro załatwić”.

Nawet kiedy nikt nie pisze, głowa pozostaje w gotowości.

A ciągła gotowość jest przeciwieństwem regeneracji.

Dlatego warto mieć własny sygnał kończący dzień pracy. Spacer. Prysznic. Książka. Kilka minut na zapisanie spraw na następny dzień. Odłożenie telefonu.

Nie chodzi o skomplikowany rytuał. Chodzi o jasny komunikat:

na dzisiaj wystarczy.

Dzień nie powinien zaczynać się od cudzych problemów

Podobnie jest rano. Jeżeli pierwszą rzeczą po przebudzeniu jest sprawdzenie telefonu, zanim jeszcze wstaniesz z łóżka, dzień zaczyna się od cudzych spraw. Wiadomości od zespołu. Powiadomienia. Pacjenci. Grafiki. Pytania. Problemy. Zanim zdążysz spokojnie rozpocząć własny dzień, jesteś już w środku funkcjonowania gabinetu.

Nie trzeba jednak tworzyć skomplikowanej „porannej rutyny”. Czasem wystarczy kilka lub kilkanaście minut bez telefonu. Woda, światło dzienne, kilka kroków, krótki spacer. Chodzi o to, żeby nie oddawać pierwszych minut dnia wyłącznie sprawom innych osób.

Ruch pomaga wyjść z trybu ciągłej pracy

Prowadzenie gabinetu oznacza dużo pracy głową. Decyzje, problemy, liczby, rozmowy, planowanie, organizacja.

Dlatego warto mieć również coś, co regularnie wyprowadza z tego trybu. Nie musi to być intensywny trening. Spacer, rower, pływanie, siłownia, rozciąganie czy szybki marsz — forma ma mniejsze znaczenie niż regularność i dopasowanie do własnego życia.

Właścicielom często wydaje się, że nie mają czasu na ruch. To zrozumiałe. Ale warto spojrzeć na to inaczej. Jeżeli chcesz przez kolejne lata prowadzić firmę, podejmować dobre decyzje, pracować z ludźmi i mieć energię również poza gabinetem, własne ciało nie może być traktowane jak zasób, który ma działać bez końca.

Regeneracja nie jest dodatkiem do prowadzenia firmy. Jest częścią zdolności do jej prowadzenia.

Nie potrzebujesz rewolucji

Największym błędem jest czasem próba naprawienia przeciążenia kolejnym projektem. Nowa aplikacja. Nowy plan. Nowa rutyna. Trening pięć razy w tygodniu. Pobudka o piątej rano. A po dwóch tygodniach wszystko wraca do starego rytmu.

Dlatego lepiej zacząć od jednej rzeczy. Przez najbliższy tydzień możesz na przykład:

  • odkładać telefon poza sypialnię,
  • ustalić godzinę, po której nie zajmujesz się gabinetem,
  • codziennie wyjść na krótki spacer,
  • zacząć dzień od kilkunastu minut bez telefonu,
  • zaplanować dwa treningi w tygodniu zamiast czekać na „więcej czasu”.

Nie chodzi o perfekcję.

Chodzi o wysłanie sobie prostego sygnału:

nie muszę czekać na kryzys, żeby zacząć o siebie dbać.

Właściciel też potrzebuje swojej bazy

Prowadzenie gabinetu wymaga odporności. Ale odporność nie powstaje wyłącznie w trudnych momentach. Buduje się wcześniej — poprzez sen, regenerację, ruch, odpoczynek i granice między pracą a życiem poza gabinetem.

Nie chodzi o to, żeby właściciel przestał być ambitny. Chodzi o to, żeby ambicja nie wymagała permanentnego działania na rezerwie. Bo trudno prowadzić spokojny gabinet, kiedy sam właściciel od miesięcy funkcjonuje w stanie ciągłej gotowości.

Czasem pierwszym krokiem do lepszego zarządzania gabinetem nie jest kolejna procedura, kolejna rekrutacja ani kolejny cel biznesowy. Czasem jest nim sen, spacer i wieczór bez telefonu.

Dbanie o siebie nie oznacza odpuszczania odpowiedzialności. Oznacza zadbanie o to, żeby mieć siłę tę odpowiedzialność dalej udźwignąć.

Dowiedz się więcej

A co jeszcze możesz zrobić dla swojego gabinetu? Jeśli jesteś zainteresowany skutecznym marketingiem w stomatologii, zajrzyj pod ten link i dowiedz się, jak Marketize może Ci pomóc.

Wszystkie prawa zastrzeżone